
W naszej obecnej edukacji muzycznej istnieje ogromna presja na to, by dobrze radzić sobie z zapisem nutowym. Czasami wydaje mi się, że jest to dla wielu nauczycieli dużo ważniejsza sprawność muzyczna niż improwizowanie czy komponowanie, a i również dla wielu dorosłych stanowi często wyznacznik kompetencji prawdziwego muzyka. Mam jednak spore wątpliwości, czy ta presja związana z opanowaniem graficznego zapisu służy rozwijaniu naszych muzycznych umiejętności i czy nie odbywa się ona kosztem naszego własnego, wewnętrznego instrumentu – rozwijania audiacji, czyli muzycznego myślenia. A może trzeba by było przede wszystkim zadać pytanie – czy ktoś poddaje ten temat refleksji i w ogóle się zastanawia czy czytanie nut faktycznie pomaga w edukacji muzycznej, czy może jednak wręcz przeciwnie?…
W pierwszych latach nauki w polskich szkołach muzycznych nie poświęcamy dużo czasu, by nauczyć dzieci wymyślania własnych piosenek, improwizacji, czy grania poznanych już utworów w innych tonacjach. I tu w sumie następuje pierwsza ważna rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę – nie da się tych umiejętności nauczyć w oparciu o zapis nutowy. Choć zazwyczaj niewiele uwagi poświęcamy na wymienione wyżej ważne sprawności, czytać nuty w szkole muzycznej musi każdy uczeń i wydałoby się, że to jest najbardziej niezbędna rzecz to opanowania, tak jakby te wymienione wyżej nie miały aż tak wielkiego znaczenia. To biegłe odczytywanie muzycznej notacji musi przebiegać bez zarzutu, no bo jak bez tego nauczyć muzyki? Ze słuchu? W jaki sposób miałoby to wyglądać? Taki trochę mamy system, że bez czytania nut to właściwie nie za bardzo wiadomo jak uczyć.
Nie będę zaprzeczać, że czytanie nut jest ważne. To jest nasz język, dzięki któremu możemy odczytywać czyjeś wypowiedzi lub zapisywać naszą własną. Często też porządkuje nam ten nieco niezrozumiały świat fizycznego dźwięku nieuchwytnego inaczej niż naszym słuchem. A my – zwłaszcza dorośli, lubimy rozwiązania, które da się zobaczyć i opisać, usystematyzować i włożyć w jakieś ramy teoretyczne. Nie można też zaprzeczyć, że zapis nutowy bardzo dobrze służy muzycznej komunikacji na całym świecie. Konkretny utwór tak samo odczyta muzyk w Chinach jak i w Australii. Obecnie dla osoby zajmującej się muzyką zawodowo znajomość zapisu nutowego niezaprzeczalnie będzie stanowić potrzebny i tak naprawdę konieczny element pracy.
Ale w gruncie rzeczy muzyka przez wiele lat radziła sobie bez zapisu nutowego, a obecny jej wygląd ostatecznie ukształtował się dopiero w XVII-XVIII wieku.
Można też powiedzieć, że muzyka w dalszym ciągu świetnie daje sobie radę – wystarczy spojrzeć chociażby na muzykę jazzową, w której ustalane są ramy, skale czy przebiegi harmoniczne – czyli bardzo skomplikowane rzeczy, ale daleko jej do dokładnych i bardzo szczegółowych zapisów. I okazuje się, że nie jest to tak bardzo niezbędne, jakby się mogło wydawać.
Kłopot z czytaniem nut jest dla mnie problematyczny w początkach nauki, bo samego jego znaczenia oczywiście w żaden sposób nie neguję. A może nawet najbardziej zajmuje mnie kwestia, kiedy tak naprawdę tę naukę wprowadzamy. Wielokrotnie trafiały do mnie dzieci ze szkół muzycznych na różne konsultacje. Kiedy prosiłam, by zaprezentowały mi to co akurat grały w szkole by móc zdefiniować problem – okazywało się, że ich trudności wynikają głównie z przesadnego przywiązania do zapisu i nie obejmowania z muzycznego punktu widzenia całości tego, co miały zagrać. Nie chcę przez to powiedzieć, że szkoły muzyczne są złe, bo uczy się w taki a nie inny sposób. Już wielokrotnie mówiłam, że najbardziej efektywne nauczanie muzyczne odbywa się w Polsce cały czas właśnie w tych systemowych placówkach. I te placówki tak naprawdę dobrze szkolą naszych zawodowych muzyków profesjonalistów. Chciałabym jednak szerzyć wśród wszystkich nauczycieli muzyki świadomość dotyczącą dwóch bardzo istotnych kwestii, o których duża część tychże nauczycieli po prostu nie wie.
Pierwsza dotyczy faktu, że nasz umysł jest w stanie uczyć się tylko jednej rzeczy na raz. Nie może dziecko uczyć się palcowania danego utworu, odczytywania zapisu nutowego i ogarniania technicznych aspektów swojego instrumentu w tym samym czasie. Często te rzeczy wprowadza się na raz. A nawet nie wspomniałam o tym, by rozumieć to co się gra, bo tego również trzeba nauczyć osobno. Nie da się zrobić wszystkich tych rzeczy na raz, więc jeśli uczymy w ten sposób to zawsze coś będzie nauczane kosztem czegoś.
Wprowadzenie zbyt szybkiego czytania mocno ogranicza też nasze wewnętrzne zasoby do pojmowania muzyki, bo zaraz potem okazuje się, że nie jesteśmy w stanie słyszeć jej inaczej niż wyobrażając sobie jej zapis lub mając przed oczami klawiaturę fortepianu.
Koncentrujemy wtedy muzykę wokół jej kodu graficznego zamiast skupiać się na niej samej – i to oczywiście zdecydowanie nie jest dobre.
I to jest ta druga bardzo istotna kwestia. Dzieci, które wkładają ogromny wysiłek w odczytanie zapisu nutowego lub początkujący w tej materii dorośli, często nie są w stanie zauważyć muzycznego sensu danego utworu, czytając go po prostu zbyt wolno. Odczytując utwór skupiamy się na tym, żeby zagrać prawidłowe dźwięki, a nie usłyszeć gdzie znajdują się jakie funkcje harmoniczne i dokąd nas prowadzą.
Zamiast korzystać ze słuchu jako pierwszego naszego narządu, który powinien dotyczyć i służyć edukacji muzycznej – używamy wzroku, przez co nie jesteśmy w stanie „usłyszeć” tego, co widzimy. Utrwalanie w dzieciach i uczących się dorosłych tej postawy, powoduje naznaczenie w nich silnej roli odtwórczej i dalsze kłopoty na gruncie chociażby improwizacji, którą wprowadza się stanowczo zbyt późno jeśli w ogóle. Niejednokrotnie okazuje się wtedy, że przywiązanie do zapisu stało się już tak istotne, że gra bez niego staje się wręcz niemożliwa. A przecież samo odtwarzanie jest bardzo dalekie od prawdziwej istoty muzyki. Uczący się, którzy zaczynają od zapisu nutowego tracą często bezpowrotnie możliwość swobodnego i naturalnego poruszania się w materii muzycznej, która na dobrą sprawę wcale nie musi wiązać się z graficznym kodem. Może, ale nie musi. Jeszcze raz podkreślę, że zapis muzyczny jest tylko pomocą, nie muzyką samą w sobie.
Kolejność uczenia teorii gordonowskiej mówi o tym, że czytanie powinno nastąpić wtedy, gdy opanujemy poziom słuchowo-głosowy, a następnie skojarzeń słownych na danym pułapie kolejności uczenia się zawartości rytmicznej lub tonalnej. I tak, to właśnie słuch, a nie wzrok jest pierwszym naszym zmysłem, którym powinniśmy doświadczać muzyki.
Gdybyśmy zaczynali od „słyszenia” zamiast odczytywania, dużo większą korzyść przyniosłoby to naszej wewnętrznej muzykalności i rozumieniu tego, co gramy.
Może wtedy więcej dzieci kontynuowałoby naukę w szkołach muzycznych i nie wydawałaby się ona tak trudna?
Jak by to było, gdyby tak pierwszych piosenek uczyć zupełnie bez zapisu nutowego? I w kilku różnych tonacjach? Lub zmieniając tryb z durowego na molowy, a metrum z dwudzielnego na trójdzielne? Gdyby tak właśnie tymi działaniami nakłaniać ucznia do rozwijania wewnętrznego słyszenia i naszego własnego instrumentu, który jest w każdym z nas? Czy to nie byłoby dużo ważniejsze i zdecydowanie głębsze doświadczanie muzyki niż samo jej odczytywanie? Czy dzieci nie czerpałyby więcej radości ze swojego muzykowania?
Jest tylko jeden kłopot. Jak uczyć muzyki bez nut? I tu wchodzimy w dość trudny obszar istniejącego systemu, bo żeby uczyć bez nut, trzeba mieć do tego odpowiednie narzędzia. Ja sama nie byłabym w stanie nauczać w ten sposób bez słownika tonalnego i rytmicznego, którym się posługuję, a który poznają moi uczniowie zanim jeszcze zaczną grać. To jest oczywiście zupełnie inny niż istniejący system i sposób nauki. Czy to działa? Czy to się na pewno sprawdza? Tak, zdecydowanie. Czasami zajmuje to więcej czasu niż w tradycyjnym nauczaniu, choć ostatecznie uważam, że doprowadza do znaczenie bardziej satysfakcjonującego końcowego efektu. I bynajmniej nie jest tak, że moi uczniowie nie czytają nut, choć poznają je dużo później i w zupełnie inny niż ten nasz tradycyjny sposób.
Większość z nas uważa, że umiejętność czytania nut pomaga nam w nauce muzyki. Takie odpowiedzi padły w ankiecie, którą przeprowadzałam w swoich mediach społecznościowych i to właśnie stanowisko potwierdziło 70% ankietowanych. Więc na sam koniec jeszcze raz zadajmy sobie pytanie – czy czytanie nut faktycznie jest niezbędne w uczeniu się muzyki? Na pewnym etapie – oczywiście, że tak i z pewnością przynosi więcej korzyści niż szkody. Ale nie powinno być wprowadzane na samym początku nauki i najlepiej, żeby rozpoczęło się po tym jak wykształcimy nasze wewnętrzne muzyczne myślenie.
W końcu, gdyby nagle zapis nutowy dziwnym trafem zniknął z powierzchni ziemi, muzyka bez przeszkód funkcjonowałaby dalej i miałaby się świetnie. Po prostu o tym pamiętajmy, zastanawiajmy się nad tymi kwestiami, a przede wszystkim nie przeceniajmy tej muzycznej umiejętności nad innymi – równie ważnymi, jeśli nie jeszcze ważniejszymi w dobrej edukacji muzycznej.
