
JAKICH ZAJĘĆ MUZYCZYNYCH W PRZEDSZKOLU POTRZEBUJEMY?
Czy dzieciom przedszkolnym potrzebne są zajęcia z muzyki skoro mają różne zajęcia muzyczne w przedszkolach? Co jest najważniejsze w kształceniu muzycznym dzieci w wieku 4-5 lat? Jak zadbać o to, by dostały one to, czego najbardziej w swoim muzycznym rozwoju potrzebują?
Pierwsza, a zarazem najważniejsza rzecz to rozpoznanie miejsca, w którym znajduje się dany przedszkolak. Dzieci mają bardzo różne doświadczenia w zakresie edukacji muzycznej w pierwszych latach życia. Ich pierwszy kontakt z muzyką jest dość kluczowy dla muzycznego rozwoju, a im wcześniej on następuje, tym lepiej. Oczywiście zdarza się również, że tego kontaktu nie ma w ogóle i dziecko w wieku czterech lub pięciu lat zaczyna muzyczną przygodę praktycznie od zera.
Zdobyte doświadczenia, ale również wrodzone predyspozycje, stawiają nam danego Przedszkolaka w pewnym konkretnym muzycznym miejscu i określają nam jego „muzyczny wiek”. I właśnie od tego, a nie od z góry narzuconego programu, zależy dalsze podjęcie przez nas działań. To bardzo ważne założenie.
Jeśli nie rozpoznamy konkretnego miejsca, w którym znajduje się dany uczeń, to będziemy generalizować i nauczać go rzeczy, które „wydaje nam się”, że powinien na tym etapie wiedzieć. I tu możemy się zasadniczo pomylić. Może się okazać, że ten jeden konkretny uczeń potrzebuje zupełnie czego innego niż go nauczamy, albo pułapka „wydaje mi się” może też skłonić nas do tego, by robić z nim rzeczy zbyt trudne, co oczywiście nie wpłynie korzystnie na jego rozwój. Nasze wewnętrzne przekonanie i zbyt pochopna ocena, często działają tu na szkodę i stanowią też duży nauczycielski błąd. Przyznam też, że sama złapałam się na nim niejednokrotnie.
To, o czym powyżej napisałam, nie dotyczy oczywiście tyko przedszkolaków, ale uczenia muzyki w ogóle.
Nie wiedząc w którym miejscu jest dany uczeń, czyli nie zdając sobie sprawy czego potrzebuje, nie można określić działań, które powinno się podjąć.
Jeśli pracujemy z grupą przedszkolną, która jest bardzo liczna, dużym wyzwaniem jest rozpoznawanie etapu, czyli wspomnianego wieku muzycznego, na którym znajdują się poszczególni uczniowie. Grupy przedszkolne zazwyczaj nie składają się tylko z kilkorga uczniów i nie zaprzeczę, że to zadanie bywa wtedy trudne, a czasem nawet niemożliwe do zrealizowania. Oczywiście możemy założyć pewne działania, które hipotetycznie moglibyśmy przypisać jako te potrzebne uczniom w tym wieku. Piszę hipotetycznie, bo tak jak pisałam wyżej – przyjmowanie różnych rzeczy za pewnik często prowadzi nas na manowce.
Praca z dziećmi w wieku 4-5 lat, odpowiednio prowadzonymi wcześniej, powinna dotyczyć asymilacji. To jest stadium, w którym musimy skoordynować swoje ciało z oddychaniem i poruszaniem się – i to wcale nie jest tak oczywista sprawa, jak się wielu nauczycielom może wydawać. Przy czym znowu zdarza się, że nauczyciel zakłada, że uczeń wykonuje coś niedbale albo się nie stara. No więc teraz pytanie – czy faktycznie się nie stara, czy może nie jest gotowy na to zadanie, a my tego nie rozpoznaliśmy?
Na etapie przedszkolnym potrzebujemy też nauczyć dzieci muzycznego kontekstu – a to jest niemożliwe, jeśli dana osoba zaczyna naukę muzyki zupełnie od podstaw. No bo przecież, żeby zająć się składnią, która wskazuje na określone funkcje w zdaniu, trzeba najpierw opanować wyrazy i całe zdania.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie zacznie uczyć syntaksy osoby, która w danym języku nie mówi podstawowych zwrotów.
Z dziećmi w wieku przedszkolnym umacniamy też imitację – czyli powtarzanie i naśladowanie – głównie motywów tonalnych i rytmicznych. Budowanie słownika muzycznego będzie bowiem na dalszym etapie podstawą bardziej zaawansowanych muzycznych działań, a bez tego te działania i kolejne umiejętności po prostu nie będą możliwe. I oczywiście wciąż poddajemy dzieci akulturacji, czyli pozwalamy im doświadczać różnorodnych zjawisk i bogatego muzycznego środowiska, bo tak jak w pierwszych latach życia dalej je to rozwija. I pamiętamy przy tym, że zdolności muzyczne nie są jeszcze ustabilizowane.
To wszystko o czym piszę tu wyżej, powinniśmy robić wtedy, kiedy dzieci są „odpowiednio” prowadzone muzycznie w pierwszych latach życia. Co to oznacza?
Dzieci od urodzenia powinny mieć kontakt z muzyką. Powinny doświadczać różnorodnych muzycznych zjawisk zarówno rytmicznych jak i tonalnych, o tym już pisałam wyżej omawiając akulturację – przebywać w bardzo bogatym środowisku muzycznym oraz słyszeć osobę dorosłą śpiewającą do nich i reagującą na ich odpowiedzi. Tylko w ten sposób ich zdolności muzyczne, jak również umiejętności, będą się rozwijać, a dzieci będą przechodzić przez kolejne etapy muzycznego rozwoju. Będą gromadzić „wyrazy”, „uczyć się budować zdania”, po to by za chwilę konstruować własne, ale też żeby rozumieć wypowiedzi innych. Jeśli tak się nie stanie – muzyczny rozwój dziecka jest ograniczony, muzyka przyjmowana jest mniej naturalnie, a odpowiednie dla dzieci umiejętności charakterystyczne dla ich przedziału wiekowego, jeśli tak możemy to uogólnić, nie są wykształcane.
No to jeszcze raz zapytam – co to oznacza? Zważywszy, że umuzykalnianie najmłodszych w Polsce wygląda, tak jak wygląda, a często nie ma go też wcale, oraz zakładając, że kilkuletnie dzieci może nie koniecznie „powinny”, ale mogłyby w tym wieku znajdować się na jakimś konkretnym etapie – z wielkim smutkiem, a zarazem pewnością ośmielę się stwierdzić, że zdecydowana większość z nich jeszcze tam nie będzie. I to jest drugie bardzo ważne założenie, które powinniśmy przyjąć.
Nasi przedszkolni uczniowie będą zapewne na niższych etapach muzycznych, niż tego moglibyśmy się spodziewać wziąwszy pod uwagę ich wiek chronologiczny.
I nawet jeśli nie jesteśmy w stanie określić ich dokładnego muzycznego wieku, do czego jednak mimo trudności tego rozpoznania w licznej grupie bardzo zachęcam, z całą pewnością musimy się przygotować na uzupełnianie i wyrównywanie tych czynności i zajęć muzycznych, które powinny mieć miejsce we wcześniejszych latach. A to z kolei oznacza, że trzeba wiedzieć lub DOwiedzieć się, co muzycznie powinno się wydarzyć wcześniej.

Oczywiście, że wiek chronologiczny ma dla nas znaczenie bardzo pośrednie, bo o rozwoju muzycznym decydują też nasze wrodzone predyspozycje, doświadczenie i właśnie wiek muzyczny, który z tym chronologicznym wcale pokrywać się nie musi. Nie wszystkie dzieci nawet identycznie umuzykalniane w najlepszy możliwy sposób, będą prezentować na końcu te same efekty. I o tym też nie można zapomnieć.
Ale… zdolności muzyczne możemy rozwijać tylko do 9 roku życia – im dziecko jest starsze, tak naprawdę trudniej to zrobić. Na kadrze przedszkolnej spoczywa więc dość duża odpowiedzialność za te muzyczne działania, których zabrakło wcześniej. I tym stwierdzeniem chcę podkreślić, jak ważną rolę w rozwoju muzycznym dziecka odgrywają dobre zajęcia w przedszkolu.
Jeśli osoba odpowiedzialna za edukację dzieci nie zdaje sobie z tego wszystkiego o czym tu piszę sprawy, mając nawet najlepsze intencje może robić wiele rzeczy, które jednak nie przysłużą się dzieciom w ich muzycznym rozwoju. Może na przykład odtwarzać dzieciom muzykę z nośnika cyfrowego zamiast bezpośrednio do nich śpiewać. Może też śpiewać z nimi zbyt trudne piosenki, w dodatku z tekstem i z duuużą ilością zwrotek, zamiast pokazać, że melodia nie potrzebuje słów i że są melodie w różnych skalach. Może też kazać dzieciom wyklaskiwać rytm lub wygrywać go na instrumentach perkusyjnych, co da o wiele mniej, niż poruszanie się z nimi ruchem płynnym i ciągłym nie mówiąc o tym, że jeśli dzieci nie są jeszcze w asymilacji na poziomie rytmicznym, to nic z tego grania nie wyniknie. Nie wspominam tu więc już nawet o wprowadzaniu rytmów nieregularnych, bo gdzie nauczyciel przedszkolny ma się takich rzeczy nauczyć?
Myślę, że większa część rodziców zakłada, że dzieci będą dobrze rozwijane muzycznie w placówkach przedszkolnych. No przecież jest jakiś program? Ktoś nad tym czuwa? Ktoś jest za to odpowiedzialny? No cóż. Ja tu tylko zaznaczam, że wcale nie powinniśmy tego przyjmować za pewnik i na pewno trzeba te rzeczy weryfikować. Wyglądać to bowiem może bardzo różnie w zależności od przedszkola i osób, które w nim pracują. Od kompetencji muzycznych tych osób, ale także ich świadomości, które z muzycznych działań najbardziej się dzieciom przysłużą. Ta wiedza niestety wydaje się wciąż za mało powszechna. Ale – jeszcze raz powtórzę – gdzie nauczyciele mają się tego nauczyć? Czy to jest ich wina, ze w programach wychowania przedszkolnego o tym nikt nie wspomina? Że muszą często na polecenie dyrekcji przygotować konkretne uroczystości z zazwyczaj zbyt trudnymi i nierozwijającymi dzieci piosenkami? Albo, że na studiach pedagogicznych wymaga się coraz mniej śpiewania, no bo przecież dostępne są płyty? Nie mówiąc już nawet o graniu na instrumencie, co kiedyś było podczas takiej edukacji standardem? I czy to nie powinna jednak być norma, że osoba odpowiedzialna za wychowanie muzyczne w tak ważnym okresie rozwoju naszych dzieci dobrze śpiewa i oprócz tego gra jeszcze na przykład na jakimś instrumencie?
Niezależnie od tego jak odpowiemy na to pytania, pozostaje odpowiedzialność za to, co możemy zrobić, za to co możemy sobie i innym uświadomić i czego się nauczyć.
A na koniec zostawię jeszcze komentarz dla dyrekcji wszystkich przeszklonych placówek. Byłoby cudnie, gdyby muzyka była obecna w przedszkolu i to nie ta odtwarzana z płyt. Nie każmy dzieciom śpiewać za trudnych piosenek z dużą ilością tekstu tylko po to, by gala lub przedstawienie dla rodziców wypadło pomyślnie dla przedszkola nie wnosząc przy tym wiele dla rozwoju dzieci.
Można robić wiele „niby” muzycznych rzeczy, a przy tym nazywać to bardzo wzniośle i medialnie. Może się jednak okazać, że „rytmiką” nazywa się odtworzenie piosenki z płyty CD i zrobienie do niej kilku skłonów lub że wzniosłe zajęcia o nazwie „filharmonia” to tak naprawdę starszy pan grający na keyboardzie, z którego niekoniecznie zabrzmi muzyka Chopina. Przepraszam za generalizację, nie zawsze tak jest, ale dlatego właśnie piszę tu koniecznej potrzebie weryfikacji. I może go wszystko jest trochę mocno wypowiedziane, ale temat jest po prostu naprawdę ważny.
No to jeszcze pozostaje formalnością odpowiedzieć na pytanie, czy dzieci potrzebują dodatkowych zajęć muzyki poza przedszkolem? Jeśli ktoś jeszcze nie znalazł odpowiedzi w powyższym tekście to napiszę tak – największe efekty przynosi umuzykalnianie bardzo małych dzieci. Jeśli z jakiś powodów w tym okresie nie spotkała maluchów dobra edukacja muzyczna, to właśnie wiek przedszkolny powinien być czasem dobrych i wspierających muzycznych działań. Z całą pewnością warto wdrażać te, które przyniosą najwięcej efektów i zostaną z dziećmi jako ich potencjał w dorosłym życiu. Na inne, mniej efektywne aktywności dzieci w wieku przedszkolnym – po prostu szkoda cennego czasu.
Jeśli w danej placówce nie ma dobrej edukacji muzycznej, to trzeba albo taką stworzyć, albo poszukać jej poza przedszkolem. W późniejszych latach, pomimo podejmowania działań wyrównawczych, tych braków i strat nie można już będzie nadrobić.
Podsumowując wszystko, co wydawało mi się w tym temacie ważne, apeluję, żebyśmy wszyscy zadbali o jakość muzyki w przedszkolu i szerzyli świadomość tego, co pomaga dzieciom w ich muzycznym rozwoju.
Jakich zajęć muzycznych w przedszkolu potrzebujemy? Dobrych, bo tych lat, jak już pisałam wyżej, dzieci w tym zakresie nie odzyskają.
Nie uciekajmy od odpowiedzialności, dokształcajmy się. Ale też nie zrzucajmy tej odpowiedzialności na innych, bo wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie muzyczne naszych dzieci – zarówno to w pierwszych latach życia i to w przedszkolu również.
